Prolog: David Sparrow

- To cholerstwo z paczki na paczkę staje się coraz bardziej gorzkie – odstawiwszy z grymasem kubek na biurko, David Sparrow postanowił zmienić markę herbaty jaką zazwyczaj pijał. Zastanawiało go jakim cudem jakość zwykłego earl greya mogła aż tak dramatycznie spadać, ale jakie czasy, taka herbata, pomyślał i spojrzał na wiszący na ścianie staromodny zegar. Jego wskazówki pokazywały pięć minut do godziny czwartej po południu.

- Zaraz powinien tu być – zagwizdał pod nosem.

Przyjaciel, z którym David umówił się by przedyskutować szczegóły aktualnej sprawy był powszechnie znany z punktualności i zapowiadało się, że i tym razem nie będzie inaczej. W tej samej chwili, gdy z zegara wyskoczyła drewniana kukułka, rozległ się dzwonek do drzwi. Nie chcąc by gość musiał długo czekać na słońcu, David pośpieszył się by mu otworzyć.

Po wymienieniu pierwszych grzeczności, gospodarz zaprosił do swojego biura i kiedy oboje mężczyźni usiedli, zaczął rozmowę żartem:

- Dawno żeśmy się nie widzieli, Adam, a ty nadal wyglądasz tak młodo. Zdradziłbyś swój sekret staremu partnerowi.

- Nie bądź taki. Mam wciąż 27 lat, to nie jest dużo. Prędzej to ja powinienem ci prawić takie komplementy. Zostanie prywatnym detektywem wyraźnie ci służy. Prawie nie widać, że jest między nami prawie 12 lat różnicy – zaśmiawszy się, sięgnął do kieszeni po paczkę papierosów, jednak przystawiwszy jednego do ust, zawahał się.

- Bez obaw, jesteśmy sami w domu. Panna Clarisse niedawno zabrała Chrisa na spacer. Dym zdąży wywiać zanim wrócą – oznajmił David, podając towarzyszowi popielniczkę.

- Ach, ta dziewczyna. Bystra, uczynna i do tego taka ładna. Widać, że przyjezdna. U nas w Stanach, to takich ze świecą tylko szukać. Jedna na milion zdaje się być coś warta, a jak się już taką znajdzie, pozostaje się chajtać. Swoją drogą, dobrze zrozumiałem, że jest Francuzką? – pomimo tego, że znał odpowiedź, Adam udał zainteresowanie, aby wybadać kolegę.

- Z tego co mówiła, ma rodzinę zarówno w Anglii, jak i we Francji. Sama jest studentką ostatniego roku pedagogiki na stypendium, do którego dorabia jako opiekunka. Dzisiaj jest znacznie łatwiej radzić sobie młodym ludziom. Zresztą sam jesteś tego najlepszym przykładem. Słyszałem, że dostałeś ostatnio awans. Gratulacje!

- Starszy agent specjalny Adam Robertson, do usług – dumnie wypiął pierś, ale szybko spochmurniał – Tylko czuję się jakbym oszukiwał. Często przychodzę do ciebie po rady, a potem wszystko idzie na moje konto. Wyrzucenie cię z pracy było najgorszą decyzją w historii FBI.

- Wina za to co się stało leży wyłącznie po mojej stronie. Utopiłem swoją szansę na amerykański sen w butelce whisky – razem z westchnięciem Davida w pokoju zapanowała na dłuższy moment niezręczna cisza, którą przerwał sam gospodarz – Przejdźmy może do interesów. Masz to, o co cię prosiłem?

- Sprawdziłem ten trop. Chyba nie muszę ci przypominać, że ryzykowałem więcej niż tylko pracę. Musiałem posunąć się do hmm… mniej konwencjonalnych środków by uzyskać te informacje.

- Jeżeli mam rację, to będzie nasz najmniejszy problem. W tej sprawie jest coś głębszego. Czuję to… Adamie, to nie przelewki. Boję się, że ta grupa jest silniejsza niż nam się wydaje. Musimy dowiedzieć się wszystkiego, co wie na ten temat Biuro! – uderzając palcami o blat biurka, David uniósł się, naciskając na swojego gościa wzrokiem. Ostatecznie, Robertson przygryzł wargę i odparł:

- Po włamaniu się do bazy danych FBI chyba nieco za późno by martwić się konsekwencjami. Już w tym siedzę po uszy – nerwowo zaśmiał się, po czym kontynuował – Jestem ci to winny. Uratowałeś mi życie… Ale niestety, nie mam za wiele dla ciebie. Sprawdziłem co w mojej mocy, ale nie odkryłem niczego o jakiejkolwiek zorganizowanej formie przestępczości, sygnującej swoją aktywność palącą się różą. Oczywiście, jest jeszcze tak zwany dział tajne przez poufne, do którego dostęp mają jedynie dyrektorzy i ich zastępcy, jednak jego zabezpieczenia przerosły możliwości mojego sprzętu. Do tego zadania potrzebowalibyśmy wyborowego hakera…

- Tylko skąd takiego wytrzasnąć? – zrezygnowany, David westchnął ramionami i zatopił się w oparciu swojego fotela – Chociaż tyle. Dzięki, że nadstawiłeś dla mnie karku. O ile to czego szukamy nie jest tam ukryte, jest to podejrzane. Jakby starano się ich kryć… Uwierz mi, wolałbym się pod tym względem mylić, ale chyba sam widzisz, jak to wygląda. Intuicja podpowiada mi, że te napady są ze sobą powiązane, tak samo jak zaginięcia. Nie mam pojęcia jak, jednak dowiem się tego. Możliwe, że niedługo. Popatrz co rano znalazłem w skrzynce na listy.

Nachyliwszy się nad podsuniętą w jego stronę kartką eleganckiego papieru listownego, Adam zaczął czytać jej zawartość: 

Szanowny detektywie Sparrow,
Czuję się uhonorowany, że taka osobistość jak ty zainteresowała się poczynaniami mojej małej organizacji. Od zawsze marzyłem by zmierzyć się z geniuszem pokroju Herkulesa Poirot, czy Sherlocka Holmesa, jednak nie będę wybredny, zadowolę się ojcem Brownem, Williamem Murdochem lub nawet panną Marple. Którym z tych śledczych się okażesz? Nie mogę się doczekać, aby poznać bliżej twoje metody. Co powiesz na środę, 21 lipca o godzinie 23? Będę wtedy czekał w magazynie numer 7. Gdzie? Oto moje pierwsze wyzwanie, którego podpowiedzią jest Jefferson. Nie powinna to być trudna zagadka.
Pozdrawiam i do rychłego zobaczenia,
B. Ellrose

- I co o tym sądzisz? – David zapytał przyjaciela, gdy ten dotarł do końca wiadomości.

- To dzisiaj. Chyba nie masz zamiaru… Proszę, powiedz mi, że nie myślisz, żeby tam pójść!

- Co innego mi pozostało? Nawet jeśli znajdziemy naszego hakera, nie ma gwarancji, że to nam pomoże. Jestem świadomy, że mogą chcieć się mnie pozbyć w ten sposób, ale ten Ellrose, o ile to prawdziwe nazwisko, jest coś nietypowego w tym co napisał. Nie wydaje mi się, żeby on chciał po prostu znaleźć rywala, którego pokona na swoich warunkach. Wątpię, żeby planował zabić mnie od tak. Ma jakiś nieznany cel i ja jestem mu do niego niezbędny.

- Stary, ty chyba oszalałeś! Naprawdę ufasz jakiemuś pieprzonemu wariatowi? Masz syna! Zastanawiałeś się co się z nim stanie, jeśli zginiesz w tak głupi sposób? Pójdę za ciebie! – Adam oburzył się, jednak jego zapał został prędko ugaszony.

- A ty z kolei masz młodą, kochającą narzeczoną, którą niebawem poślubisz. Bezpodstawnie poświęcając się złamałbyś jej serce i życie. On znał mój adres, więc zapewne wie również jak wyglądam. Gdyby na spotkaniu zjawił się ktoś inny niż ja, byłby w większym zagrożeniu, dlatego, Robertson, posłuchaj mnie uważnie. Nie jestem już od dawna w pozycji by wydawać ci rozkazy, mogę co najwyżej poprosić o przysługę. Kiedy wróci Chris, zabierz go do siebie i tam przenocuj. Nie możemy wykluczyć, że to zaproszenie wystosowano by wywabić mnie z domu i go porwać. Nie mogę do tego dopuścić, niezależnie jak mała jest szansa! Jego życie jest ważniejsze od mojego.

- Jasne. Da się załatwić. Maggie bardzo go lubi. Jakby co, powiem jej, że pojechałeś do innego stanu zobaczyć się z nowym klientem, czy coś w tym stylu – uśmiechnął się.

- Dziękuję. To wiele dla mnie znaczy. Cieszę się, że mam zawsze w tobie oparcie. Jeśli doszłoby do najgorszego i miałbym nie wrócić…

- Wrócisz! Nawet nie myśl inaczej!

- Ale nadal istnieje taka ewentualność. Adam, ja nie żartuję! – złapawszy przyjaciela za kołnierz, David zbliżył swoją twarz do jego, pełnym determinacji wzrokiem świdrując się w jego oczy – Na wypadek najczarniejszego scenariusza, chcę żebyście wychowali go jak własnego syna. Jedynie wam mogę ufać. Chris jest dosyć specjalnym dzieckiem. Zrozumie, że jego ojciec umrze w słusznej sprawie, walcząc za swoje przekonania. Pff, mogę mu zaoferować więcej jako bohaterskie wspomnienie niż jako żyjący rodzic… Chyba jestem żałosnym tatą.

- Uważam, że wręcz przeciwnie. B. Ellrose, kimkolwiek jest, poznał się na tobie bardziej niż ty sam, porównując do tych wszystkich znanych detektywów. Jednak w przeciwieństwie do nich, jesteś z krwi i kości, i to twoja przewaga. Dokop temu typowi, a jutro świętujemy!

Słysząc te słowa otuchy, oblicze Davida Sparrowa złagodniało, ale nadal nie wycofał się.

- Muszę to usłyszeć wprost. Zaopiekujesz się moim synem? – nalegał.

- Tak. Wyjaśnię Maggie całą sytuację i zrobię wszystko by się zgodziła.

- Będziecie dobrymi rodzicami. Tym razem to nie instynkt każe mi tak powiedzieć, lecz obserwacje – mówiąc to, detektyw poklepał byłego partnera po ramieniu, a wtedy rozległ się dźwięk przekręcanego klucza w zamku.

Kiedy do środka weszła opiekunka i idący z nią za rękę kilkuletni chłopiec, zdziwiła ich widoczna przez otwarte drzwi biura scena. Oboje mężczyźni odstąpili od siebie na krok i wymieniwszy porozumiewawcze spojrzenia, kontynuowali, jakby nigdy nic, w swojej rozmowie nie wracając już ani razu do sprawy płonącej róży.

*

Tajemnica lokalizacji wspomnianej w liście nie była ciężkim orzechem do zgryzienia dla kogoś pokroju Davida Sparrowa. Do rozwiązania tej zagadki wystarczyło mu kilkuminutowe przestudiowanie mapy, w wyniku którego stwierdził, że istniało wyłącznie jedno połączenie nazwiska jednego z ojców założycieli i magazynów, jakie można było dokonać na obszarze Waszyngtonu, więc o ile wskazówka nie była bardziej metaforyczna, musiało chodzić o opuszczone magazyny firmy spedycyjnej Cardiff, ulokowane mniej więcej pół kilometra od Memoriału Thomasa Jeffersona w parku West Potomac.

- No i dotarłem do paszczy lwa – David wziął głęboki wdech i odbezpieczywszy swojego wysłużonego Glocka 18, przeskoczył chyłkiem przez bramę zakładu.

Poruszając się w ciemnościach, detektyw przemieszczał się naprzód, omijając ubranych w czerń mężczyzn, których obecność utwierdzała go w przekonaniu, że to odpowiednie miejsce. Minąwszy magazyn z trójką nad zatrzaśniętymi, rdzawiącymi roletami antywłamaniowymi, przywarł do ściany. Właśnie podjechał samochód dostawczy, oświetlając na krótki moment swoimi lampami jego pozycję, ale na całe szczęście, kierowca był w zbytnim pośpiechu by zwrócić na to uwagę. Zgasiwszy silnik, wyskoczył z auta i zaczął rozładowywać bagażnik, a po chwili dołączyła do niego kolejna dwójka oprychów. David próbował przyjrzeć się przenoszonym przez nich skrzyniom, ale szybko zrezygnował, nie chcąc niepotrzebnie narażać się na wykrycie. W końcu przybył tu w zupełnie innym, ważniejszym celu.

Czym dalej Sparrow się skradał, tym bardziej żałował swojej decyzji. Nie rozumiał co mu strzeliło do głowy, by potraktować na poważnie tamto zaproszenie i bez uprzedniego rekonesansu za dnia, zapuścić się w ten obszar. W szczególności dlatego, że wyglądał na w pełni należący do wroga. A więc tu mieli swoją kryjówkę… Prychnął w myślach. Nie powiedziano, że jedyną i główną, bo z takimi grupami tak zawsze bywało, ale z całą pewnością ludzie Ellrose’a korzystali z tego miejsca. Gdyby miał przy sobie telefon, mógłby dać cynk Robertsonowi SMSem. David zostawił swoją komórkę w domu i teraz to przeklinał. Zakładając, że mógł jednak popełniać w gruncie rzeczy samobójstwo, przekazanie jakiejkolwiek wartościowej informacji, takiej jak na przykład rejestracja tamtego vana mogło okazać się przełomem. Choć żałował tego, było za późno, żeby się wycofać. Ustalona godzina spotkania musiała powoli się zbliżać, więc by nie ryzykować gniewu potencjalnie szalonej osoby, wypadałoby się sprężyć, zwłaszcza, że było już tak niedaleko.

Magazyn opisany cyfrą siedem był większy od reszty oraz odizolowany od pozostałych składowisk i gdyby nie to, że był otwarty na oścież, sprawiałby wrażenie kompletnie opuszczonego. David czuł, że gdzieś w środku tego budynku czekał jego samozwańczy rywal. Ciekawiły go powody, dla których zwrócono się właśnie do niego. Czy była to kwestia tego, że kręcił się wokół miejsc zbrodni, wypytywał sąsiadów, znajomych oraz rodziny zaginionych? A może to wezwanie było umotywowane czymś bardziej skomplikowanym? Choć przez tyle lat stykał się na co dzień z zagrożeniem, David nie mógł uspokoić swojego serca, które z każdym krokiem w kierunku siódemki, biło coraz mocniej, jakby miało zamiar lada moment wyskoczyć z jego piersi. Jeszcze by brakowało, żeby dostał zawału w takim miejscu… Przekraczając próg magazynu David westchnął, wyobraziwszy sobie gangsterów śmiejących się na ten widok do rozpuku.

- Idealnie punktualny. To się ceni w ludziach!

Skądś z wysoka rozległo się klaskanie i wtedy ze wszystkich stron zapalano reflektory. Ich siła całkowicie oślepiła detektywa Sparrowa i wybiła go z równowagi. Chroniąc oczy, zaczął miotać się dookoła, gotowy wystrzelić na pierwszy dźwięk zbliżających się nieprzyjaciół. Jednak nikt nie kwapił się do niego podejść, a po kilku sekundach wygaszono lampy.

- Dobry wieczór. Niezmiernie mi miło, że zdecydowałeś się odwiedzić nas w tą piękną noc. Od samego początku byłem pewien, że się zjawisz osobiście – mężczyzna siedzący piętro wyżej na barierce, z nogą założoną na nogę zachichotał. Miał na sobie szkarłatny kostium o wysokim kołnierzu, przypominający Davidowi szatę kultysty, a między palcami namiętnie przekładał różę, która także stanowiła kształt jego maski.

- Wnioskuję, że mam do czynienia z gospodarzem – David odparł, ale zamiast udzielić bezpośredniego potwierdzenia, Ellrose pokiwał głową i zwrócił się do swoich ludzi, którzy blokowali wyjścia:

- Zostawcie nas samych. Jeśli dowiem się, że któryś podsłuchiwał, zapłaci za to życiem.

Na tę komendę rolety zostały w mgnieniu oka obniżone, zamykając Sparrowa w pułapce, a całe zgromadzenie rozeszło się w pośpiechu. Naprawdę musieli bać się swojego pracodawcy… Kierujący szajkami byli niesławni z utrzymywania posłuszeństwa wśród swoich członków za pomocą strachu, ale Davida i tak zaskoczyło jak sprawnie działała ta grupa pod groźbą. Chociaż było to na swój sposób imponujące, nie wróżyło dobrze na przyszłość.

- Nie sądzisz, że życie jest jak kwiat? Niby piękne, jednak niesamowicie kruche. Płatki odchodzą z taką łatwością, jeden po drugim… – Ellrose zademonstrował na rekwizycie – Kiedy się skończą, pozostanie już tylko śmierć. Okropna, odrażająca śmierć. Detektywie, czy boisz się umrzeć?

- Jak chyba każdy.

- Mimo to, stoisz tu i teraz. Sam. W pełni zdany na moją łaskę. Jesteś wyjątkowo odważny. Tak, w rzeczy samej, jesteś dokładnie tą osobą, którą szukałem przez lata – ekscytacja narastała w głosie Ellrose’a – Bo widzisz, ja nie chcę się lękać śmierci. Pragnę zostać jej panem. Czyż nie brzmi to jak cytat z jakiegoś taniego filmu? Zawsze miałem ochotę zagrać rolę złoczyńcy w takiej produkcji.

- Do czego zmierzasz? Wątpię, żebyś zaprosił mnie tu czysto towarzysko.

- To cię zaskoczę. Tak właśnie było! Albo i w sumie nie. Po prostu daj mi się wygadać i zastanowimy się co dalej. Ok? To gdzie ja byłem? Ach… Dzięki rozwojowi technologii mamy znacznie więcej możliwości niż nasi rodzice i dziadkowi. To oczywiste, jednak oprócz ogólnie znanych faktów, pojawiło się coś jeszcze. Coś, co pozwoli ostatecznie pokonać śmierć. Nie zepsuję ci niespodzianki. Poznanie prawdy będzie nagrodą w tej grze, więc cierpliwości. Prawdopodobnie masz zamiar zapytać o jaką grę mi chodzi. Częściowo uprzedzę to pytanie. Spójrz… – Ellrose wyjął z kieszeni paczką zapałek i po odpaleniu jednej, przyłożył ją do róży, która natychmiastowo złapała ogień. Wyrzuciwszy ją z rąk, oparł się wygodniej i pochylając w stronę Davida, dokończył – Mowa o „zabójczej” grze. Twoim zadaniem będzie jej zapobiec, piszesz się na to?

Detektyw Sparrow nie mógł się skupić. Myśli burzyły się w jego głowie, jedne mniej realne od drugich, a wyjaśnienia jeszcze bardziej zagmatwały ten chaos. Nie potrzebował kolejnych poszlak, lecz niezaprzeczalnych faktów, które zaprowadzą do konkretnych odpowiedzi. Jak je zdobyć? Jak sprawić by ten przestępca opowiedział całą historię. Przeczucie mu podpowiadało, że należy podjąć ten temat:

- B. Ellrose, czy tak się nazywasz?

Przez moment zamaskowany mężczyzna zamilkł, a kiedy ponownie otworzył usta, opuściła je salwa szaleńczego śmiechu. Uspokoiwszy się, podszedł w stronę schodów, zniżając się do poziomu wzroku swojego gościa.

- Na pewno chcesz to wiedzieć?

David potwierdził skinieniem. Wtedy Ellrose złapał za maskę i zerwał ją z impetem.

Pod naporem tragicznych wspomnień, których istnienia nie był do tej pory świadomy, detektyw bezwładnie osunął się na kolana. Nie, to nie możliwe! To nie mógł być on! A jednak… Pomimo upływu lat, które odcisnęły się na jego twarzy, nie było mowy o pomyłce. Największy koszmar Davida Sparrowa powrócił.

- Tęskniłem. A ty?

Komentarze