Prawda

Mało kto, nawet wśród najbardziej wścibskich sąsiadów, był świadomy tego, że Sparrowowie z gospodarstwa w Oak Vale, Mississippi, mieli tak naprawdę dwójkę synów: Davida i Benjamina. Chłopców dzieliły rok różnicy oraz skrajnie przeciwne charaktery. Młodszy z nich, Benjamin był spokojnego i życzliwego usposobienia, natomiast David nie potrafił wysiedzieć w miejscu dłużej niż pięć minut. Mimo to, bracia byli niemal nierozłączni. Pewnego sierpniowego dnia bawili się koło stodoły. David wspiął się na jej dach po stojącym obok traktorze. Benny miał lęk wysokości, do którego bał się przyznać, dlatego wstrzymywał się by do niego dołączyć. Chcąc mu udowodnić jak prosta była wspinaczka, David zaczął się popisywać. Wygłupiając się, stracił równowagę, spadł. Uderzył głową o przymocowaną do ciągnika przyczepę. Benjamin zawołał rodziców po pomoc, ale został pomylony ze swoim starszym bratem. Nie była to w dodatku jedyna pomyłka Sparrowów tamtego felernego dnia, bo uznali, że drugi z chłopców nie żył. Mimo to, nie wezwali lekarza, uważając to za zbędny wydatek i niepotrzebne problemy. Ojciec wywiózł nieprzytomnego Davida do lasu pod sąsiedzką wioską i ukrył go pod stertą liści, licząc Bóg wie na co. Jednak David przetrwał i po kilkunastu godzinach obudził się. Był słaby, ale odczołgał się na drogę, a następnie ponownie zemdlał. Znaleźli go Ellrose’owie – starsze i bezdzietne małżeństwo, które wnioskując, że krzywda jaka stała się chłopcu była wyrządzona celowo przez jego opiekunów, przygarnęło go i wychowało jak własnego, nie zawiadamiając służb. Z racji, że stracił pamięć, nadali mu nowe imię, jakim posługiwał się przez lata, aż do momentu, w którym jego wspomnienia wróciły.

David, a obecnie Bill, wcale nie nienawidził swojej starej rodziny. Jeśli byli tego typu ludźmi, może dobrze wyszło, że trafił do Ellrose’ów, bo oni go szczerze kochali. Zapewnili mu edukację na poziomie i dopóki żyli, utrzymywali jego małe mieszkanko w mieście. Kiedy ich odwiedzał, Bill nie raz podjeżdżał pod farmę Sparrowów, chcąc zapukać do ich drzwi, jednak ostatecznie nigdy tego nie zrobił. Zawsze kończyło się wyłącznie na tym, że obserwował swojego brata, który przyjął jego tożsamość. Bill nie winił go za to. Był ofiarą prawie do tego samego stopnia co on, zresztą pewnie nie był nawet niczego świadomy przez traumę, więc nie potrafił się zmusić, żeby mieć mu to za złe. Po pewnym czasie Bill przestał interesować się losami krewnych i korzystając ze stypendium za wybitne wyniki w nauce, wyjechał studiować w Dallas.

Uniwersytet posłużył Billowi jako podwalina do odkrycia pełni swojego intelektu oraz jako miejsce, w którym poznał swoich najwierniejszych kompanów. Utrzymywał z nimi kontakt do samego końca: Aaron Robinson studiował kryminalistykę oraz podobnie jak Bill nanotechnologię, choć porzucił ją na drugim roku, natomiast Albert Sora był na neurobiologii. Połączyły ich zdolności oraz równie wysokie ambicje. Jak na młodych, pijanych własnym talentem przystało, marzyli o przejęciu władzy nad światem i innych tego typu nonsensach, pośród których największym była nieśmiertelność. Otrzymawszy swoje dyplomu, wyruszyli w jej poszukiwaniu w podróż po świecie, badając wszelkie legendy na temat tego zjawiska u ich źródeł, jednak przez lata nie osiągnęli ani procenta postępu. Mimo to, nie tracili nadziei, bo skoro w podaniach nie było prawdy, zawsze mogli opracować własną teorię. Choć mogło to potrwać dziesiątki lat, postanowili wrócić do uniwersyteckiego laboratorium, zahaczając po drodze z czysto krajoznawczych pobudek o Włochy.

We Florencji, kilka godzin przed samolotem do Stanów, trójka przyjaciół była świadkami mafijnej strzelaniny. Wjechali prosto na gangsterów ścigających jakąś dziewczynę z walizką, którą zdawała się cenić bardziej niż swój żywot. Bill, nie zastanawiając się nad tym, otworzył drzwi auta i wciągnął ją do środka, a Aaron przyspieszył. Był świetny za kółkiem, więc bez trudu wkrótce udało mu się zgubić ogon. W międzyczasie Bill zdążył porozumieć się z ich blondwłosą pasażerką. Nazywała się Marie Moretti i była od nich młodsza o dwa lata. Na każde pytanie o pakunek i powód napaści nabierała wody w usta, jednak Bill ją polubił. Nie dość, że była piekielnie bystra, miała cięty język, a uzupełniała to swoją atrakcyjnością. Od zawsze miał słabość do takich kobiet… Gdy ich drogi miały się już rozejść, Marie przyznała się, że nie ma gdzie wrócić, bo gangsterzy, którzy czyhali na efekty jej badań zamordowali jej współpracowników i rodzinę, a ona nie posiadała dostatecznych środków by samodzielnie się ukrywać. Bill miał na to perfekcyjne rozwiązanie – porwał ją do Ameryki.

Choć Marie nie podzielała entuzjazmu Billa i jego przyjaciół, została oficjalnie czwartym członkiem ich grupy i zamieszkała z nim. Wspólnie spędzali niezliczone godziny w laboratorium, badając koncept jakim podzieliła się z nimi, koncept, w którym Bill widział potencjał dla własnego celu – digitalizację świadomości. Opracowali projekt Otchłani, funkcjonującej na początku jedynie jako system przechowywania wspomnień. W tym samym okresie Alberta Sora odkrył tsenret, a Aaron Robinson zajmował się zdobywaniem funduszy, przy okazji robiąc spektakularną karierę w FBI i później w polityce. Bill wiedział, że podążali właściwym tropem i Marie była tego samego zdania. Doskonali swoje odkrycie, jednocześnie zbliżając się do siebie. Wkrótce zaczęli ze sobą sypiać. Z dnia na dzień Bill coraz bardziej pogrążał się w swojej obsesji, punktem kulminacyjnym której był przełom dokonany przez jego kochankę w 1997 roku.

Testując interakcje tsenretu z innymi substancjami, Marie stworzyła lub wyodrębniła coś równie wyjątkowego jak i przerażającego. Nie potrafili nawet tego nazwać, ale dla wygody określali wirusem. Eksperymentowali z nim na szczurach, królikach oraz psach i efekty nie różniły się niczym. Przez moment zwierzęta zdawały się mieć pobudzoną wydolność organizmu, jednak z czasem ich ciała gwałtownie rozkładały się. Dla Billa stanowiło to intrygujący fenomenem, lecz Marie ciężko to przeżywała. Nie raz widział ją wymiotującą, ale jak się później okazało, miała ku temu dodatkową przyczynę. Zaszła w ciążę. Urodziła dwie córki, bliźniaczki, którym nadała na imię Charlotte oraz Jessica. Pomimo tego, że był ich ojcem, Bill nie poczuwał się jakkolwiek do odpowiedzialności. Dalej skupiał się badaniach, wspierany przez oddanych przyjaciół. Wspólnie udało im się ustabilizować tego wirusa, a wtedy Billowi przyszedł do głowy pewien genialny pomysł. Stwierdził, że to najwyższa pora, aby zacząć eksperymentować na ludziach i rzecz jasna, nie miał najmniejszego zamiaru ryzykować własnym zdrowiem.

W marcu 2003 wszystko było już gotowe. Mieli odpowiednią lokację, scenariusz oraz listę potencjalnych obiektów do badań – w sumie 21 ludzi w różnym wieku, stanie psychicznym i kondycji fizycznej. Nie była to ogromna pula, ale uważali, że w pełni wystarczy. Potrzebowali jeszcze jakoś sprowadzić króliki doświadczalne na miejsce eksperymentu. By nie wzbudzić podejrzeń, zajęli się tym stopniowo. Dzięki przyrządzonym przez Billa notatkom oraz staraniom Aarona, porwania przychodziły z łatwością, to jest, dopóki nie pojawił się on – brat Billa, „David”. Dopatrzył się powiązań między zniknięciami i był na tropie ich sprawców, dlatego Bill pomyślał, że przyszedł najwyższy czas na rodzinne spotkanie po latach. Zwabiwszy „Davida” do jednej z kryjówek, Billowi udało się sprawić, że jego młodszy brat przypomniał sobie o nim, a następnie, rzucił mu wyzwanie – miał zapobiec eksperymentowi. Bill nie spodziewał się jednak, że „David” był aż tak dobrym detektywem. O mało nie powiodło mu się to zadanie, więc Bill zadecydował się działać. Sfingował samobójstwo brata i uczynił go 22 uczestnikiem gry.

Choć reakcje na wirusa, którego stopniowo aplikowano do wentylacji były wciąż niezauważalne, pierwsze dni zabójczej gry przebiegły pomyślnie. Doszło do zabójstwa i procesu, rozwiązanego przez „Davida” w piętnaście minut, co wypełniło grupę nadzieją na ucieczkę. Mimo to, kilka dni później nastąpiło podwójne zabójstwo, sprawca którego został również wskazany bez większego trudu, podobnie jak w kolejnych sprawach, aż w końcu przy życiu zostało siedmiu uczestników. Organizatorzy wiedzieli, że „David” coś kombinował, jednak ich ręce były związane zasadami jakie sami ustalili. Wtedy jeszcze chcieli grać fair by nie dać detektywowi Sparrowowi argumentów na procesach i to właśnie okazało się ich pomyłką. Bill mógł jedynie się domyślać dokładnego przebiegu wydarzeń, ale faktem było, że „David” był ofiarą następnego zabójstwa, możliwe nawet zabił samego siebie, a pomogła mu w tym pozostała szóstka, której udało się zatrzeć wszelkie ślady i zasłonić kamery. Bill był pewien, że znali prawdę, jednak ich zmowa już zniszczyła jego dzieło. Niezależnie, ile razy zmuszał ich do głosowania, bezbłędnie rozkładali swoje głosy po równo, więc wedle ówczesnych reguł nie mógł nikogo ukarać, musiał ich wypuścić. Mimo to, nie zrobił tego. Nie mógł ryzykować wydostania się wirusa na zewnątrz. Miał tylko jeden wybór…

Od razu po porażce pierwszego eksperymentu, Bellrose, które zdążyło stać się postrachem świata przestępczego Waszyngtonu, zaczęło szykować się na jego powtórkę. Mając teraz więcej członków do wykonywania rozkazów, Bill mógł skupić się na rozwoju badań. W czasie gry zaobserwował wyolbrzymienie pewnych cech oraz umiejętności u chorych, więc nadał wirusowi prowizoryczną nazwę „Talent”. Choć zdawało mu się, że zabezpieczył go w laboratorium, Talent zaczął zarażać przypadkowych ludzi też poza nim. Część z zakażonych umierała, pozostali chłonęli z wirusa wszystko co najlepsze, lecz nie szło określić co powodowało tą rozbieżność. Żeby się tego dowiedzieć, Bill nie odchodził od swojego stanowiska dniami i nocami. Nierzadko zdarzało mu się stracić przytomność i obudzić się we własnym łóżku. Przypuszczał, że zaciągała go tam Marie. Choć od miesięcy prawie ze sobą nie rozmawiali, w rejestrze regularnie odnajdywał jej kartę otwierającą drzwi laboratorium. Spędzała większość czasu z dziećmi, a Bill przeprowadził się do swojej zimowej chatki w Johnville z bratankiem, synem „Davida”. Ponownie popadł w obłęd, bo po 14 latach oczekiwań nareszcie miała się odbyć druga zabójcza gra.

Tym razem wybrano 22 zakażonych Talentem i umieszczono ich w ulepszonym centrum badawczym. Bill liczył, że uda mu się dowiedzieć czegoś więcej na temat tej tajemniczej choroby, zwłaszcza, że sam zaczął dostrzegać u siebie jej objawy. Jednak ta gra zakończyła się szybciej niż poprzednia, bo już przy drugim procesie. Bill stracił nad sobą panowanie, rozstrzelał prawie wszystkich oprócz zwycięzcy, którego postanowił zamienić w żywą perfekcję, nosiciela nieskończonego potencjału, posiadacza Ostatecznego Talentu. Możliwości jakie widział w tym chłopaku zaślepiły go. Organizm Michaela Runcorna wykazywał wyższą kompatybilność z wirusem niż każdy z pozostałych uczestników razem wzięty, więc Bill ulepszył jego ciało, ukształtował jego osobowość by mógł stać się kolejnym ogniwem ewolucji i próbą generalną przed tym jak sam miał poddać się takim zabiegom. Nigdy do nich jednak nie doszło. Inwestycja w Runcorna okazała się spektakularną porażką i to przez osobę, po której Bill nigdy by się tego nie spodziewał.

Marie zdradziła Bellrose. Ogłuszyła Billa i choć nie miała najświeższej wiedzy na temat badań, zdecydowała się na przedsięwzięcie drastycznych kroków jakie pokrzyżowały jego plany. Zważywszy na okoliczności oraz obecność dzieci, działała pod wpływem impulsu, ale to wcale nie było usprawiedliwieniem dla wyłączenia zasilania w laboratorium i wykradnięcia danych, które zapewne chciała upublicznić, żeby zatrzymać postęp projektu. W każdym bądź razie, Runcorn wykorzystał tę szansę i wydostał się ze swojej celi. Uciekając napotkał na zagubioną w mroku Charlotte, którą wziął na zakładnika. Używszy Otchłani, zmodyfikował jej pamięć, a następnie zniknął razem z nią bez śladu. Tak samo jak Marie, choć ją akurat Bill odnalazł kilka tygodni później. Popełniła samobójstwo, a skradzione przez nią akta zniknęły.

Zdążywszy poznać charakter Runcorna, Bill był przekonany, że pewnego dnia będzie on szukał zemsty za wyrządzone mu krzywdy. Ze swoim Talentem był ogromnie niebezpieczny i nieprzewidywalny, jednak Bill sądził, że wiedział jak go powstrzymać. Dla pomiarów zaimplantował Runcornowi zawczasu kawałek tsenretu z własną energią życiową, który podłączył zdalnie do Otchłani, ale do realizacji tego szalenie skomplikowanego planu potrzebował czegoś więcej i tym okazało się urządzenie, które stworzył Albert Sora. Jak wykazały początkowe cztery eksperymenty, ta maszyna była w stanie sklonować żywy organizm i zaprogramować go świadomością z Otchłani, więc piątą próbą stał się człowiek. W ten sposób narodził się pierwszy ludzki klon – Jess, jednak był on niekompletny i uszkodził mózg oryginału, co miało wpływ na zachowanie kopii. Z każdą następną wersją ta wada zdawała się jednak zacierać, choć rozwiązanie tego problemu wciąż nie zostało odnalezione. Ta operacja otrzymała kryptonim Projektu Róży i wkroczyła w swoją finalną część idealnie w czas, gdyż wtedy Runcorn uaktywnił się.

Jak Bill to przewidział, Ostateczny Talent obrał właśnie go za pierwszy cel. Kiedy Runcorn przybył do jego chatki w Johnville, Billowi udało się go przekonać, że zabicie go byłoby jedynie aktem łaski i zasugerował mu jak w zamian mógłby go bardziej skrzywdzić. Wystawił mu swojego bratanka, Christophera, który zaraził się od niego wciąż nieznanym Talentem. Runcorn ruszył za nim, przygotowując zasadzkę, jednocześnie dając Billowi i jego przyjaciołom wolne pole do działania. Każdy znał swoją rolę oraz był gotowy na poświęcenie. To była ich pokuta. Zamierzali odpowiedzieć za to, do czego doprowadziła ich pycha młodzieńczych lat. Bill sklonował się, a gdy Christopher został zabity, użył kopii zapasowej jego świadomości na swoich klonach. Jednego z Christopherów zatrzymał przy sobie, wbijając w jego czaszkę tsenretową kulę, a następnie wypuścił drugiego z nich, wyposażonego w bliźniaczy pocisk, który umożliwi przekaz wspomnień na następne ciało, uprzednio przepisując jego wspomnienia tak, aby zmotywować go do podążenia tropem Runcorna. Jego mózg był stale podłączony do Otchłani, wspomagany krzyżem z azurytu szkarłatnego, żeby możliwym było manipulowanie jego percepcją na wypadek zwątpienia. Bill był również w stanie przejmować kontrolę nad klonem, jednak czynił to niechętnie i jedynie w ostatecznościach, takich jak na parkingu pod Santa Fe, w których Christopher nie potrafiłby kontynuować podróży samemu. Kiedy jego bratanek znalazł się w Los Angeles, Bill poddał się śmierci.

Jego teoria się potwierdziła. Obudził się jako pasożyt, bierny obserwator wewnątrz Michaela Runcorna, jednak z czasem potrafił utrzymać się przy świadomości na coraz dłużej, a nawet stopniowo wpływać na działania żywiciela. Odkrył, że Amy Whitfield posłużyła jako dawca serca dla jego córki Charlotte, która była w związku z Runcornem, i nadal była utrzymywana przy życiu jako potencjalne źródło kolejnych narządów. Bill czuł się okropnie z tą wiedzą i postanowił zrobić wszystko, żeby naprawić i ten błąd. Mimo to, jego ręce były związane, zwłaszcza przez obecność Christophera w kwaterach FBTI, jednostki stworzonej specjalnie by zwabić Runcorna. 23 grudnia Bill przejął wystarczająco władzy nad ciałem Runcorna by dotrzeć do swojego dawnego laboratorium i sklonować go. Następnego dnia urządził zasadzkę w magazynach Cardiff i podmienił na swoje miejsce klona, który miał zmienione wspomnienia. Lecz Runcorn-klon wciąż był groźny. Zachował większość oryginalnej osobowości, przez co Bill musiał mu pozwolić na samodzielne kontynuowanie jego planu, w szczególności dlatego, że poniekąd zmierzał do tego samego co pragnęło Bellrose, czyli wymazania śladów po istnieniu zabójczej gry, choć innymi sposobami. Samobójstwo Alberta Sory posłużyło jako prowokacja, która przyspieszyła zabójstwo Aarona Robinsona, również w pełni przez nich wyreżyserowanego. Runcorna zabije jego własny wynalazek, V3, którego nierozważnie użyje w walce z Christopherem, natomiast ciało, w którym przebywa Bill Ellrose rozłoży się niedługo. Choć jego tożsamość powinna być już od dawna jasna, pora na oficjalne potwierdzenie…

Bill Ellrose to ja, urodzony jako David Edmund Sparrow, znany również jako Benjamin. Ten dokument jest moim rachunkiem sumienia, historią mojej próby odkupienia oraz dowodem na przestępstwa jakie popełniłem, część których jest niemożliwa do osądzenia przez doczesne prawo. Osobo czytająca to wyznanie, czyli najprawdopodobniej ty, mój drogi bratanku Christopherze, w tym miejscu muszę cię po raz kolejny przeprosić. Skrzywdziłem całą moją rodzinę, ale ciebie najbardziej. Przeze mnie straciłeś własne życie, a w tym, do którego potem cię przymusiłem, stałeś się narzędziem. Lub tak przynajmniej myślałem. Mimo wszystko, nadal pozostałeś Christopherem, choć w teorii nie powinieneś nim w ogóle być. Wiele scen z twojego życia nie wydarzyło się w rzeczywistości: Tretheweyowie nigdy nie istnieli, tak samo jak Annie, czy inne mniej istotne przywidzenia. Kształtowałem nimi twoją osobowość dla własnego zysku. Używałem ich także by maskować fakt, że jesteś klonem, zdolnym do regeneracji ran, co być może niedawno spostrzegłeś. Jest wiele rzeczy, które pragnąłbym z tobą przedyskutować. Tyle do wyjaśnienia, najlepiej osobiście, jednak już wiem, że nie uda mi się do tego dotrwać. Wykorzystam więc ten niewielki zapas sił, żeby przedstawić ci prawdę. Wbrew temu co napisałem wyżej, Talent wcale nie jest wirusem. Zrozumiałem to całkiem niedawno. Talent od zawsze drzemał w każdym z nas. Ludzie tacy jak ja są zbyt słabi by nim zawładnąć, ale ty, Christopherze, jesteś inny. Jesteś prawdopodobnie jedyną osobą na tej planecie godną posiadania Ostatecznego Talentu.

Wracając do dokumentów wykradzionych przez Marie. Dowiedziałem się, że znalazła je pewna para młodych ludzi. Nieświadomie podążając za naszym złym przykładem, organizują trzecią zabójczą grę, nie mając pojęcia w co się pakują. Ta dwójka może mieć dobre zamiary, ale skutki ich działań okażą się tragiczne. W folderze Peccatorum znajdziesz wszystko co udało mi się zdobyć na ich temat. Jestem świadomy tego, że nie jestem w pozycji by prosić cię o cokolwiek, jednak zapoznaj się z nim. A wtedy podejmij decyzję.

Tysiąckrotnie błagam o twe wybaczenie.

Twój kochający, choć nie umiejący tego prawidłowo okazać, wuj,
David „Benjamin” Sparrow

Bill Ellrose

Komentarze