Epilog

Jeśli ktoś był na tyle naiwny by przypuszczać, że Yamaraja Ellis zmieni się pod wpływem tego przez co przeszedł, potężnie się mylił. Zaledwie kilka dni po wydostaniu się z hotelu Peccatorum, Pokerzysta wrócił do swoich dawnych nawyków. Grał w karty w różnych, mniej lub bardziej szemranych miejscach, odnosząc to straty to zyski, lecz przeważnie te pierwsze, sądząc po tym, że rozjuszywszy pewnych niezbyt miłych „biznesmenów” musiał uciekać z miasta i to, gdzie obecnie się ukrywa jest tajemnicą nawet dla jego najbliższych przyjaciół, którym od czasu do czasu daje znać, że nadal żyje.

*

Atmosfera w domu rodzinnym Raphaela de Caumonta dalece odbiegała od wyobrażeń Łyżwiarza Figurowego. Nikt nie cieszył się na jego widok, wręcz przeciwnie. Spotkał się z otwartą wrogością ze strony swoich krewnych, gdyż trafił w sam środek batalii o spadek po niedawno zmarłych państwu de Caumont. Jako najstarszemu z ich potomków, przyznano mu cały majątek i pomimo licznych prób dyskredytacji przez chciwych bliskich, Raphael został dyrektorem rodzinnej spółki, która wkrótce zaczęła przynosić największe zyski w jej historii. Raphael pokonał swoje dawne uzależnienia. Wciąż jeździ na łyżwach, sporadycznie biorąc udział w pokazach, lecz robi to teraz czysto hobbystycznie, z sentymentu dla przeszłości.

*

Nikt tak naprawdę nie wie czym dokładnie zajmuje się obecnie Wendy Vela. Wynajmuje kawalerkę w cichej okolicy, jednak wierząc jej sąsiadom, rzadko kiedy w niej bywa. Niektóre z jej poczynań są nagłaśniane przez media, w których angażuje się w liczne kampanie społeczne, w szczególności te pomagające owdowiałym w tragicznych okolicznościach matkom. Pochodzenie funduszy jakie w nie inwestuje nie jest znane. W wolnych chwilach Wendy regularnie odwiedza symboliczny grób Mycrofta Goldenwire’a, Aarona Masayoshiego i Carmen Alvare.

*

Pierwszym co Alan Dantes postanowił po znalezieniu się na wolności było odwiedzenie swojej babci. Udał się do miejsca jej zamieszkania, ale gdy dotarł pod jej kamienicę, w szoku upadł na kolana, z przerażeniem wpatrując się w ruiny zawalonego budynku. Choć obawiał się najgorszego, zanim zdążył rozpytać się o losy mieszkańców, ktoś pogładził go po włosach. To była jego babcia. Od tego momentu Alan wiedzie spokojne, choć regularnie urozmaicane nieszczęśliwymi zbiegami okoliczności życie, nie jako Pechowiec, lecz jako Ostateczna Nadzieja.

*

Pogodziwszy się z prawdą na temat katastrofy w pierwszym Pałacu Umysłu, Tata Mod wpadł w wir codziennych obowiązków. Wciąż szuka współsprawcę podpalenia, jednak wyłącznie by mu przebaczyć i przeprosić. Odkąd jego żona wybudziła się ze śpiączki, trwa przy niej w długiej i męczącej rehabilitacji. Nie wie czy kiedykolwiek zdradzi jej losy ich córki, ale jest przekonany co do jednego. Pewnego dnia w Pałacu stanie pomnik osoby, dzięki której przyszłość stała się ponownie jasna.

*

Natomiast jeśli chodzi o mnie, Jacoba Robertsona, póki co wziąłem sobie wolne od pracy detektywa. Na jakiś czas mam serdecznie dość rozwiązywania zagadek, bo w hotelu miałem ich aż nad to. Wspominając o Peccatorum, udało się skutecznie wymazać wszystko co dotyczyło zabójczej gry, oczywiście, poza pamięcią tych, którzy ją przetrwali, a oni z całą pewnością nie wydadzą tajemnicy. W przeciwności do mnie, bo po prostu nie mogłem tego tak zostawić. Ze względu na Christophera Sparrowa wiedziałem, że muszę coś uczynić. Ten człowiek uratował nie dość, że naszą piątkę, to być może nawet i cały świat. A co za to dostał? Nic. Nikt nigdy nie dowie się o jego bohaterstwie…

Długo zastanawiałem się jak sprawić, żeby poświęcenie Sparrowa zostało uwiecznione w bezpieczny sposób i ostatecznym tego efektem jest właśnie ta powieść. Nie jestem profesjonalnym pisarzem i wątpię, aby miało to się kiedyś zmienić, jednak sądzę, że wciąż udało mi się stworzyć coś choćby w minimalnym stopniu godnego bycia pamiątką po nim. Sam nie znam pełnych losów Christophera, jedynie to, co po sobie zostawił oraz relacje świadków. Polegając na nich, odbudowałem wyobraźnią brakujące fragmenty jego drogi. Gdzieniegdzie przesadnie koloryzowałem lub tonowałem wydarzenia, a także, z oczywistych względów, redagowałem fakty, żeby nie można było wydobyć z nich konkretów. Pod osłoną fikcji nikt zresztą i tak nie uwierzy w rzeczywistość tych zdarzeń, a w szczególności nie po tym stwierdzeniu, które zapewne zostanie odebrane jako zabieg literacki. W każdym bądź razie, drogi Czytelniku, zanim postawię ostatnią kropkę, chciałbym jeszcze opowiedzieć pewną historię.

Zdarzyło się to w dniu, w którym miałem udać się do wydawnictwa z manuskryptem. Po drodze na umówione spotkanie postanowiłem odwiedzić cmentarz, gdzie spoczywa bohater mojej powieści. Kiedy dotarłem do jego nagrobka, stała przed nim kobieta w czerni. Zbliżywszy się, postawiłem bukiet na pomniku, a następnie przystanąłem obok niej.

- Nareszcie może spocząć w spokoju – powiedziała.

- Tak – zgodziłem się.

Gdy odwróciłem się by lepiej się jej przyjrzeć, zdałem sobie sprawę z tego, że byłem sam. Jej już tam nie było.

Komentarze